STRONA GŁÓWNA / NA BIEŻĄCO / Tak czarują producenci kosmetyków

Tak czarują producenci kosmetyków

Środa, 28.07.2010 00:00 83 komentarze

Tak czarują producenci kosmetyków, zdjęcie Fot. sxc.hu

Upiększają rzeczywistość.

Kolejny kosmetyk na cellulit nie zadziałał, po użyciu kremu matującego skóra nadal błyszczy, a łupież nie zniknął nawet z połowy głowy? No cóż, ktoś tu chyba nie mówi całej prawdy...

Ale czego się spodziewać, skoro kremy dla trzydziestolatek reklamują nastoletnie modelki, a trzydziestolatki polecają kosmetyki dla pań w wieku swoich mam. Do tego dochodzą doklejane rzęsy i wszechobecny Photoshop: odchudzanie, wygładzanie skóry, wydłużanie nóg...

Cała ta machina marketingowa często działa w złej sprawie – tanie, niereklamowane kosmetyki nieznanych marek często są lepsze od renomowanych, drogich, promowanych za wszelką cenę. Tak jest np. w przypadku kremu marki własnej z sieci dyskontów Aldi. Tani specyfik za 3,49 funta wygrał w brytyjskim teście konsumenckim przeprowadzonym na 2 tys. podobnych produktów, przeważnie droższych.

Pełen odlot

Od kilku lat atesty Państwowego Zakładu Higieny (PZH), niegdyś dopuszczającego kosmetyki do sprzedaży w Polsce, już nie obowiązują. Teraz to firma kosmetyczna sama decyduje, czy skierować produkt na rynek, i za konsekwencje tej decyzji bierze odpowiedzialność. Oczywiście renomowani producenci na wiele różnych sposobów (badania, testy) sprawdzają, czy produkt jest w pełni bezpieczny, muszą też zdobyć unijny dokument bezpieczeństwa (tzw. Safety Assessment), odpowiednio znakować kosmetyki itp. Co nie zmienia faktu, że często mocno upiększają rzeczywistość. W jaki sposób?

Nazwy substancji aktywnych kosmetyków (aloes, algi, D-panthenol...) zdaniem wielu producentów brzmią zbyt pospolicie i nie wystarczą, by dobrze sprzedać kosmetyk. Chcąc zwrócić na siebie uwagę (i więcej zarobić), firmy kosmetyczne puszczają więc wodze fantazji i tworzą rozmaite dziwne nazwy, typu mikroperły młodości, serum-lasery, rozmaite kosmiczne systemy i kompleksy. Koncerny często wymyślają je w bólach, a potem strzegą swojego "wynalazku".

Takie odlotowe nazwy sugerują użycie najnowocześniejszych, przełomowych technologii, jednak często to tylko puste słowa, czysty marketing. Z kolei informacji o tym, że do produkcji połyskujących szminek i lakierów do paznokci wykorzystuje się rybią łuskę próżno szukać. Raczej nie dowiemy się też o dodatku w postaci krowiego płynu owodniowego, końskiej krwi czy zwierzęcych łożysk, używanych przez niektóre światowe koncerny.

Zdaniem części opinii publicznej dyskusyjne jest też wykorzystywanie do produkcji kosmetyków parabenów. To środki konserwujące stosowane na bardzo szeroką skalę, jednak niektórzy naukowcy łączą ich używanie z występowaniem nowotworów piersi.

Niespełnione obietnice

W poszukiwaniu informacji na temat składników kosmetyku (a także manipulacji producentów) warto zainteresować się składem INCI wydrukowanym na etykiecie. To lista składników – wprawdzie po łacinie i małymi literkami, ale da się z niej wiele wyczytać. Składniki są tam uszeregowane według procentowej zawartości w kosmetyku – im czegoś więcej, tym na liście jest wyżej. Dlatego jeśli reklamowana kofeina umieszczona jest na samym końcu listy, możemy spodziewać się, że w kosmetyku znalazła się w śladowych ilościach, i będzie on nieskuteczny.

Niestety, nie wszystkim "twardym danym" podawanym przez producentów na opakowaniach można zaufać. Przykłady? Test Federacji Konsumentów i Polskiego Towarzystwa Ekonomiki Gospodarstwa Domowego sprzed dwóch lat wykazał, że producenci badanych kremów z filtrami przeciwsłonecznymi w większości przypadków podali błędne informacje. Wartość widniejącego na etykiecie faktora (współczynnika SPF) była inna niż w rzeczywistości – różnica wyniosła prawie 1/4.

Z kolei Fundacja PRO-TEST regularnie donosi o niespełnionych obietnicach producentów różnych grup kosmetyków: a to że farba do włosów nie zafarbowała na taki kolor, na jaki powinna, a to że kremy do rąk na przebarwienia w najmniejszym stopniu nie redukują plam pigmentacyjnych. Lista tego typu informacji jest bardzo długa.

Od jakiegoś czasu hitem wśród producentów kosmetyków jest kolagen. Kolagen naturalny, kolagen aktywny, biokolagen... Swoje produkty z zawartością tego białka wytwórcy określają i reklamują na wszelkie sposoby – mają nie tylko odmładzać skórę, ale też usuwać cellulit, a nawet siwiznę! Problem w tym, że kolagen działa wprawdzie silnie nawilżająco, ale tylko powierzchniowo – i tak cudownych właściwości po prostu nie ma. Podobnie zresztą jak kwas hialuronowy czy czysta witamina C, które także nie przenikają przez naskórek.

Tak to działa?

Popularnym sposobem na uwiarygodnienie skuteczności kosmetyku jest przeprowadzenie testów klinicznych. To badania nieobowiązkowe, za które producent płaci. Są prowadzone rzetelnie, w warunkach klinicznych i oczywiście nie muszą wykazać korzystnego działania kosmetyku. Jednak często bierze w nich udział zaledwie 15-30 uczestników, a jeśli wynik jest pozytywny, producent może bez przeszkód chwalić się na etykiecie, że np. w 80 proc. przypadków kosmetyk jest skuteczny.

Jednak zdarza się i tak, że mali, nieznani producenci prowadzą badania bez standaryzacji lub w warunkach zupełnie innych niż te panujące w skórze człowieka, a ich pozytywne wyniki również prezentują na opakowaniach lub w reklamach.

Często możemy też spotkać się z informacją, że krem redukuje zmarszczki mimiczne o 60 proc., czy też zwiększa sprężystość skóry o 40 proc. Problem w tym, że brak informacji, jak długo takie działanie się utrzymuje – a zwykle ustępuje wraz z odstawieniem kosmetyku. Dotyczy to zwłaszcza specyfików przeciwzmarszczkowych, które działają doraźnie. Brak też informacji, jaki był wyjściowy stan skóry, na której kosmetyk testowano – jeśli była zniszczona, przesuszona, byle jaki krem nawilżający jest w stanie zdziałać cuda.

Kto by się przejmował takimi drobiazgami – ważne, że ogromna machina reklamowo-marketingowa koncernów kosmetycznych działa tak sprawnie... Tysiące ludzi dzień w dzień głowi się, jak nas przekonać, że wie, czego naprawdę nam potrzeba. A są to: maszynka do golenia o pięciu ostrzach i tusz, który czterokrotnie pogrubia rzęsy... Kto chce, niech wierzy.

83 komentarze

Pokrewne

Piątek [03.09.2010, 16:08]

HANDEL: W Biedronce zakupów już nie zrobisz

Pracownicy zapowiadają strajk. Więcej >>

czytaj >>

19 komentarzy

Piątek [03.09.2010, 11:57]

Sprzedawcy dopalaczy znowu postawili na swoim

Mają nowy pomysł na handel. Więcej >>

czytaj >>

8 komentarzy

Piątek [03.09.2010, 10:59]

Znana sieć handlowa poniża swoich pracowników?

Dyrektorzy muszą pracować "na kasie". Więcej >>

czytaj >>

57 komentarzy

Piątek [03.09.2010, 08:45]

PARKIET: KGHM chce zarobić 3,77 mld zł (+2)

Wśród nielicznych spółek, które podwyższą prognozy tegorocznych wyników, znajdą się KGHM i Delko. Więcej >>

czytaj >>

0 komentarzy