Piątek [03.09.2010, 14:34]
Bezrobotni odwiedzający urzędy pracy w całej Europie dostają różne oferty i tylko od nich zależy, czy podejmą pracę u wskazanego pracodawcy. A co jeżeli praca ma polegać na rozbieraniu się przed kamerą?
Z takim problemem musiała zmierzyć młoda mieszkanka Paryża. Tamtejszy pośredniak zaoferował kobiecie pracę "animatorki chatu dla dorosłych". Dopiero później okazało się, że etat polegała na robieniu pikantnego striptizu w internecie.
Pracodawca nie wymagał wyższego wykształcenia czy szczególnych umiejętności - wystarczyło ładnie wyglądać. Wynagrodzenie od 1400 do 2000 euro z premiami.
Kandydatka, choć nieco zaskoczona zadzwoniła pod wskazany numer jako osoba polecona przez urząd pracy - czytamy na gazetaprawna.pl
Dowiedziała się, że będą jej potrzebne kamera i telefon do "pikantnych" rozmów i powinna włożyć na siebie seksowną bieliznę, a - jeśli klient sobie zażyczy - musi zachowywać się przed kamerą, jak na rozbieranej randce.
Paryżanka nie poszła na rozmowę kwalifikacyjną, tylko ponownie do urzędu pracy. Zapytała jak to możliwe, aby państwowa instytucja pośredniczyła w tego rodzaju ofertach. Odpowiedziano jej, że urzędnicy nie mógli odmówić, ponieważ "propozycja była całkiem legalna" i "nie miała charakteru dyskryminacyjnego" w świetle prawa francuskiego - podaje gazetaprawna.pl





