Wtorek [29.05.2012, 19:17]
Polska prezydencja w UE to w teorii splendor i prestiż, a w praktyce niezliczone szczyty i spotkania, na które przybędzie tysiące eurourzędników. To nie może być tanie. I tanie nie będzie.
Jak podaje „Dziennik Gazeta Prawna”, organizacja polskiej prezydencji w Unii pochłonie aż 110 mln euro (ok. 440 mln zł). Tyle będzie musiało wyłożyć nasze Ministerstwo Spraw Zagranicznych.
Wykładać zaczęło zresztą już dawno, chociaż nasza prezydencja rozpocznie się dopiero w połowie przyszłego roku. Jak podaje „DGP”, w ciągu ostatnich pięciu lat specjalna 10-osobowa komisja objeżdżała polskie miasta, sprawdzając, czy się nadają, by przyjąć zacnych gości z Unii. Musiały dysponować m.in. lotniskiem oraz co najmniej kilkoma czterogwiazdkowymi hotelami.
Wybór padł na pięć miast: Warszawę, Kraków, Poznań, Wrocław i Sopot. To tam w ciągu pół roku polskiej prezydencji odbędzie się 200 spotkań eurourzędników oraz 30 szczytów na szczeblu ministerialnym – podaje „DGP”.





