Piątek [03.09.2010, 14:34]
Gdyby w ciągu najbliższych 10 lat wskaźnik zatrudnienia wzrósł u nas do poziomu średniej w krajach strefy euro (tj. z 57 do 66%), to przeciętne tempo wzrostu gospodarki podniosłoby się o 1–1,4 pkt. proc. - szacuje fundacja FOR, której szefem jest prof. Leszek Balcerowicz.
Ale aby tak się stało, musimy dodatkowo przyciągnąć na nasz rynek pracy osoby z zagranicy. Bez tego do 2020 r. liczba osób w wieku produkcyjnym zmniejszy się nawet o 2 mln, obniżając tempo wzrostu PKB na mieszkańca o 0,5–0,8 pkt. proc.
FOR ocenia, że ważne jest obniżenie opodatkowania dochodów z pracy - to powinno, z jednej strony, możliwie szybko zwiększyć popyt na pracę, który w świetle - wyników badań - jest bardziej wrażliwy na zmiany ciężarów podatkowych niż podaż pracy.
Co zatem trzeba zrobić? Pomogłaby obniżka opodatkowania pracy, na którą składałyby się: m. in.:
- redukcja opodatkowania składek opłacanych przez pracodawców (likwidacja składki na Fundusz Pracy i Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych oraz redukcja składki rentowej);
- zmniejszenie składek (rentowej, chorobowej i emerytalnej w części trafiającej do ZUS) uiszczanych przez osoby młode i starsze;
- ograniczenie opodatkowania dochodów z pracy osób o odpowiednio wysokich kwalifikacjach.
Mówiąc krótko: praca w Polsce jest wciąż zbyt droga, bo obciążą się ją zbyt dużymi podatkami, a przez to wysokość zarobków jest relatywnie niska. To z kolei nie zachęca do jej podejmowania. I w ten sposób kółko się zamyka.
Do tego dochodzi to, że obecnie każda osoba pracująca musi dźwigać na swych barkach coraz więcej osób niepracujących - m. in. bezrobotnych, młodych emerytów czy rencistów. A na to trzeba brać pieniądze. Skąd? Oczywiście z podatków, które m. in. wpływają na to, że nasze zarobki są wciąż relatywnie niskie.





