Czwartek [17.05.2012, 21:11]
Po tym jak bez słowa wyjaśnienia polsko-macedońskie konsorcjum NDI i SB Granit odstąpiło od budowy odcinka autostrady A4 między Krakowem a Tarnowem, w Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad zawrzało.
Drogowcy boją się, że teraz w ślad za budowlańcami z Małopolski, pójdą inne firmy, które już wygrały przetargi na strategicznie ważne odcinki autostrad i dróg ekspresowych.
Dlaczego budowa A4 stanęła w martwym punkcie? Oficjalnie nie wiadomo, ale eksperci pytani przez serwis "Wirtualny Nowy Przemysł" mówią, że powodów takiej decyzji mogło być kilka.
Wśród najbardziej prawdopodobnych wymieniają niewydolność finansową GDDKiA oraz nierentowność kontraktów, które firmy budowlane podpisywały na bardzo niskich cenach.
Co ciekawe, wykonawca 21-kilometrowego odcinka A4 chce odstąpić od umowy na podstawie klauzuli mówiącej, że "zamawiający w istocie nie wykonuje swoich zobowiązań według kontraktu".
To postawiło GDDKiA na równe nogi. Urzędnicy twierdzą, że chcą rozmawiać na temat porozumienia z konsorcjum. Pod uwagę jest również brana możliwość rozpisania przetargu i wyłonienia nowego wykonawcy - czytamy na wnp.pl.
Ale to może być dopiero początek zamieszania. Zwłaszcza, że kasa Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autosrad w rzeczywistości świeci pustkami.
Zapewnienia GDDKiA, że posiada pieniądze zagwarantowane przez rząd, nie są prawdziwe; jej konta są puste, a inne firmy w obawie przed utratą pieniędzy boją się otwarcie protestować - tłumaczy wnp.pl Wojciech Malusi, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa.





