Wtorek [07.02.2012, 14:10]
Wielu architektów twierdzi, że koszt wybudowania budynku autonomicznego, niekoniecznie musi być to dom, jest bardzo zbliżony do kosztów ponoszonych przy normalnych inwestycjach budowlanych. Budynek autonomiczny sensu stricte to budynek całkowicie niezależny od zewnętrznych okoliczności, czynników. Czyli upraszczając, jeżeli miałby to być dom, to wyglądałby mniej więcej tak - studnia, piec na węgiel, własna elektrownia (np. akumulatory słoneczne), własna produkcja żywności, ogrzewanie, oczyszczalnia ścieków.
Co do zasilania prądem, to jest kilka możliwości. Wiatrak, turbina, ale to w Polsce bardzo słabo się sprawdza, ponieważ na sporej części naszego terytorium panują cisze wiatrowe. RFN to jeden z liderów w produkcji energii z wiatru, Niemcy mieli jednak kilka lat temu problem, bo na terenie wschodnich landów, gdzie jest dużo farm wiatrowych, doszło do niespodziewanej ciszy i wschodniej części Niemiec groziło pozostanie bez prądu. Energię elektryczną można jeszcze uzyskiwać z baterii słonecznych, ale jest to bardzo kosztowne; same baterie są drogie i długo się amortyzują, poza tym nie jesteśmy krajem dobrze nasłonecznionym. Pozostaje więc agregat prądotwórczy.
Wyobraźmy sobie, że nagle pół Polski zostaje pozbawione prądu. Co wtedy by się działo?! Inwestorzy musieliby szybko zamykać pozycje, często ze stratami - w przypadku zgubnego daytradingu. Wiele osób zostałoby odciętych od internetu, doszłoby do paraliżu kraju, problem miałyby szpitale, telefonia. Jednym słowem katastrofa. A nie jest to wcale wariant z książek science fiction. Żyjemy w bardzo trudnych czasach, gdzie energia jest jednym z cenniejszych towarów. Kiedy drożeje ropa, drożeje i gaz, prąd, węgiel. Wystarczyłaby awaria sieci przesyłowych i mamy paraliż. Popatrzmy na gaz. Rosja szantażuje Zachód odcięciem dostaw; ten zacofany kraj może się jedynie pochwalić ropą i gazem, których używa do szantażu. Temu ma służyć Nord Stream. Nie tak dawno Rosja ograniczyła dostawy gazu dla Ukrainy i zmniejszyła dostawy na Zachód, czyli również do Polski. Pierwsze w takiej sytuacji cierpią na tym duże fabryki, akurat tutaj były to Zakłady Azotowe Puławy SA oraz PKN Orlen. Gdyby jednak ograniczenia w dostawach utrzymywały się nadal, to uderzyłoby to także w klientów detalicznych PGNiG. Dlatego z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego kraju ważne jest dokonanie dywersyfikacji dostaw energii, gazu, ropy.
Indywidualny odbiorca może się uchronić przed katastrofami energetycznymi poprzez wybór budownictwa autonomicznego. Obecnie nie jest ono rozpowszechnione w Polsce. Dzieje się tak często dlatego, że nie ma programów, które służyłyby promocji tego typu inwestycji budowlanych.
Współczesny świat to domek z kart. Wystarczy większy kryzys i może się zawalić. Poszczególne jednostki są mocno sprzężone z masowym odbiorem energii elektrycznej, gazowej. Przyzwyczajenie to druga natura, jak mawiali starożytni. I tak dokładnie to wygląda - społeczeństwa żyją w iluzji bezpieczeństwa, tymczasem w każdej chwili może im zabraknąć tego, co na co dzień kupują - ciepła, wody.
Od czasu do czasu nad Polską przechodzą większe burze. Widzimy zerwane dachy, przerwane sieci elektryczne, zburzone mosty. Wtedy przeważnie w telewizji organizowane są akcje pomocowe dla poszkodowanych. Szkoda jednak, że często nie myśli się o budowaniu wałów przeciwpowodziowych czy podobnych działaniach w czasie, kiedy pięknie świeci słońce. To trochę tak jak na giełdzie. W lipcu 2007 roku wielu inwestorów kupowało, a w styczniu 2008 płakało. Zamiast zrozumieć, czym jest giełda i uświadomić sobie, że akcje nie rosną do nieba.
Wystarczy kataklizm i obecny świat może sobie nie poradzić. I to nie tylko w Polsce. W Niemczech, kiedy wyleje Ren, dobrze przygotowane ekipy strażaków, wojska i policji spieszą na pomoc, ale czasem nie radzą sobie, bo kiedyś postanowiono uregulować Ren i zabudować go dookoła. Przyroda stara się powrócić na dawne tereny. Zamiecie śnieżne. Te wszystkie zjawiska, jeżeli zaczną się dziać masowo, to mogą sparaliżować całą UE, a nawet doprowadzić do wielkiego głodu. Gospodarka UE oparta jest na transporcie i mobilności. Żywność przewożona przez wiele setek kilometrów musi dotrzeć na czas. Niespodziewane opady śniegu w maju paraliżują całą UE.
Kiedy na świecie jest kryzys, właściciele osiedli autonomicznych są poza zasięgiem katastrofy. Nawet w okresie względnej stabilizacji na świecie statystyczny człowiek Zachodu odżywia się skażonym jedzeniem, truje się, tymczasem budynki autonomiczne są od tego niezależne. Ludzie mieszkający w takich osiedlach są mniej zestresowani, żyją trochę jak na wyspie. Niebawem zacznie się sypać obecny porządek ekonomiczny, będą masowe bankructwa, społeczeństwa Zachodu przeżyją szok. Budynki stricte autonomiczne prawie wcale tego nie odczują. Współczesny człowiek Zachodu jest bardzo zniewolony - polisy, inwestycje, gonitwa za forsą, a nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, jak to wszystko jest kruche. Kiedy nadejdzie kryzys, zadziała efekt domina i klocek po klocku zacznie się przewracać. Przypuszczam, że wiele firm z branży budowlanej mogłoby zrobić dobry biznes na budownictwie autonomicznym - trochę chęci, pracy, promocji i powinni odnieść sukces.
PS
Niniejszy artykuł nie ma charakteru rekomendacji inwestycyjnej, a autor nie ponosi odpowiedzialności za ewentualne decyzje inwestycyjne podjęte pod jego wpływem. W razie pytań dotyczących giełdy można do mnie mailować.





